Pętla do Klimkówki i jednocześnie moja 'naj' trasa

najdłuższa, najmocniejsza i z największymi przygodami

Aleksander Kwiatkowski, 2016-05-27

Tagi: Strona główna, Rower, Góry, Dodać zdjęcia później
Miejscowości: Krempna, Sękowa, Uście Gorlickie, Ropa, Gorlice
Województwa: Podkarpackie, Małopolskie
Krainy: Beskid Niski

Najciekawsze miejsca

Wstęp

Bardzo chciałem zobaczyć ponownie Klimkówkę. Wiedziałem że dzisiejsza trasa będzie długa, dlatego wyruszyliśmy chwilę po 9-tej, jednak nie myślałem że będzie ona tak długa czasowo.

Opis trasy

Szczegóły

Wyruszyliśmy z Krempnej tą samą drogą, którą dzień wcześniej wieczorem wracaliśmy. Przejechaliśmy przez Kotań i Rozstajne, tylko tam skręciliśmy na zachód do Nieznajowej. Po drodzę spotkaliśmy pasterza ze stadem owiec, a chwilę później widzieliśmy Chatkę w Nieznajowej.

Po pierwszym przejściu przez Wisłokę przypomniałem sobie, że na mapię jest tam około 5 razy napisane "bród" i co to oznacza. Strategie przejść były różne: przejazd, przejście w butach, przejście gołymi stopami, a nawet budowa wysepek z kamieni aby przejść suchymi butami. Ja nie pamiętam teraz co wybierałem, ale buty miałem i tak mokre.

Bardzo podobał mi się ten szlak, ta bliskość rzeki, która sprawiała, że jest tutaj trochę inaczej. Może było bardziej dziko niż zwykle jest.

Przejechaliśmy przez Czarne gdzie zrobiliśmy małą przerwę na jedzenie. Dalej ruszyliśmy drogą obok rzeki Lipna do Zdyni. Ponad połowa drogi to był podjazd, a trochę mniej niż połowa przyjemny zjazd. Jakieś ciekawe widoki niestety były dopiero pod koniec, wcześniej jechaliśmy cały czas przez las.

Gdy byliśmy już w Zdyni Tomek zauważył że ma problemy z tylnim kołem. Trochę to trwało, ale załatwiliśmy transport do Gorlic, gdyż tam jest najbliższy serwis rowerowy. Sami ruszyliśmy dalej. Świadomość kryzysowej sytuacji spowodowała, że nie podjechaliśmy do Regietowa.

Jechaliśmy główną drogą na północ do Smerekowca jednocześnie podziwiając widoki podczas zjazdów.

Skręciliśmy w lewo w stronę Kwiatonia, gdzie zrobiliśmy przerwę przy cerkwi, która jest jedną z najlepiej zachowanych cerkwi łemkowskich w Polsce.

Orthodox church in Kwiatoń by Aleksander Kwiatkowski on 500px.com

Uście Gorlickie jak i sama Klimkówka było już blisko.

Szukaliśmy jedzenia w tym momencie. Mogliśmy zjeść w Uściu Gorlickim, jednak postanowiliśmy że pojedziemy dalej szukając jakiegoś ciekawszego miejsca. Miałem w planie restauracje we wsi Klimkówka, na szczeście po drodzę znaleźliśmy miejsce z idealnym widokiem na jezioro i tam zrobiliśmy dłuższą przerwę.

Zaplanowaliśmy drogę powrotną i chyba źle się zrozumieliśmy rady właściciela, co się okazało później.

Ruszyliśmy na północ w stronę wsi Łosie. Zjazd do niej był chyba najładniejszym widokowo zjazdem. Mieliśmy idealną widoczność na Suchy Wierch i okoliczne polany.

Za wsią Łosie czekał nas podjazd do Bielanki, a następnie kolejny podjazd już drogą mało uczęszczaną.

Tutaj zaczęło się pierwsze piekło - pieszy szlak do schoniska. Wydaję mi się, że powinniśmy pojechać drogą trochę na południe i przejechać przez Nowicę, tak byłoby łatwiej i szybciej.

Przemek w jednym momencie skręcił i zamiast jechać szlakiem wybrał ciekawszą drogę. Krzychu wyruszył z misją ratunkową.

W schronisku byliśmy przed 19-tą. Po zjedzeniu ruszamy i już jest dokładnie 19-ta.

Zapomniałem wspomnieć o Tomku. Tomek z Gorlic dojechał sam do schroniska, pojadł sobie i czekał za nami. Nie był pocieszony, gdy okazało się, że punkt który mu podesłaliśmy jest 200 m poniżej niż samo schronisko.

Zjazd, jak to zjazdy, jest bardzo przyjemny. Bałem się o moje hamulce, gdyż dostały sporo błota przez ten szlak pieszy. Trochę popadało i musiałem bardziej uważać ze stabilnością podczas zjazdu.

W Pętnej ruszyliśmy na wschód. Robiło się już ciemno co mnie bardzo martwiło.

Cały czas czuliśmy że jedziemy przez Beskid Niski. Przejechaliśmy przez Banicę i teraz zjeżdzaliśmy do Wołowca. Zjazd ten był osłodą na to, co nas czeka później. Podczas niego udało mi się uzyskać rekord prędkości maksymalnej - 65.8 km/h.

Było już ciemnawo a czekał nas ostatni odcinek. Na mapie była tam leśna ścieżka, nie jakaś mała, ale nie był to szlak. W Wołowcu nie widzieliśmy odpowiedniego skrętu w lewo i za wioską zaczęśliśmy iść przez las.

Wyobraźcie sobie, że robi się noc a grupa 5 osób z rowerami walczy o przejście przez las. Nie mam tej drogi na mapie gpsu. Krzychu miał satelitarny obraz z guglowych map i tam kierowaliśmy się, gdzie powinna być droga. Najpierw było to 300m, później z połowy po przejściu 100m zrobiła się znowu połowa. Komórki nasze się wyładowywały gdyż każdy rejestrował trasę. Ja nie rejestrowałem, po prostu moja komórka jest słaba (dosadniejsze słowo lepiej będzie pasowało tutaj).

Evenining in Wołowiec in Low Beskid by Aleksander Kwiatkowski on 500px.com

Szliśmy przez las czymś co wyglądało w miarę sensownie na jakąś drogę, jakby raz na jakiś czas człowiek tam szedł. Co chwilę wchodziłem w błoto. Moje buty miały ziemną skorupę. Po pewnym czasie widzimy coś płaskiego, przeskakujemy przez rów i jesteśmy na drodzę. Droga gruntowa, błoto jak na szlaku przed schroniskiem, ale prowadzi ona w dobrym kierunku.

Idziemy spokojnie mając nadzieję i udaje się. Dochodzimy do dobrze ubitej drogi gruntowej i nią jedziemy w kolumnie. Ja chcąc zobaczyć coś na GPSie zacząłem ćwiczyc akrobację. Chyba 3 sekundy jechałem na przednim kole po czym chcąc zahamować zrobiłem wywrotkę. Moja pierwsza wywrotka nie była taka straszna. Ważniejsze było aby aparat nie dostał uszczerbku. Niby nie dostał, ale od jakiegoś czasu zauważyłem problem z ustawianiem ostrości. Nie wykluczam że ta sytuacja mu dopomogła.

Jedziemy przez Świątkową Wielką. Po drodzę nie widzę w żadnym domu świateł, a jak już to lekka żarówka w jednym pokoju. Zastanawiam się jak ludzie tam żyją.

Chwilę po tym jesteśmy już na znajomej drodzę i jedziemy do bazy. To była najbardziej intensywna trasa rowerowa.


Powiązane wpisy