Miały być pagórki a później morze

ale nikt nie mówił o błocie, niedokładnościach na mapie i deszczu na koniec

Aleksander Kwiatkowski, 2016-08-20

Tagi: Strona główna, Rower
Miejscowości: Miastko, Polanow, Malechowo, Sianów, Mielno
Województwa: Pomorskie, Zachodnio-pomorskie

Najciekawsze miejsca

Wstęp

Trasę zaplanowaliśmy korzystając z mapy UMP. Wybraliśmy drogi o bardzo małym ruchu ograniczając jazdę po drogach gruntowych. Miały być pagórki i dość dobra pogoda bez deszczu. Trochę się przeliczyliśmy z drogami oraz z pogodą.

Opis trasy

Szczegóły

Tego dnia wstałem o 5 rano gdyż miałem pociąg do Szczecinka około 6:40. Niestety połączenie kolejowe w tym kierunku nie jest najszybsze.

Przetrwaliśmy te 3 godziny jazdy pociągiem i przesiadliśmy się do kolejnego pociągu. Nigdy nie jechałem takim szynobusem jak ten, do którego weszliśmy. Wyglądał on bardziej jak autobus lub tramwaj na torach niż zwykły pociąg.

Jechał on przez ciekawy tereny. Ogrom lasów oraz rozpoczynające się pagórki. Ciekawe było umieszczenie linii telefonicznych obok torów.

Stacja kolejowa Kawcze (81 kB)

Wysiedliśmy we wsi Kawcze. Uderzył mnie od razu zapach lasu. Możliwe że w okolicy był jakiś tartak.

Przez Świerzno ruszyliśmy na zachód w stronę Nowego Żeliborza.

Droga niedaleko Starego Żeliborza (180 kB)

W tamtej okolicy sytuacja zaczęła się komplikować. O tyle jak do tej pory jechaliśmy drogą o prawie zerowym ruchu, z gęsto posadzonymi drzewami na poboczu, tak teraz droga która na mapie miała być asfaltowa okazała się być w najlepszym razie terenową. Po chwili się ona skończyła i chcieliśmy wrócić, ale zapytałem jednego z mieszkańców i pojechaliśmy dalej "gdzieś przez pola". Powiedział mi że najpierw miniemy starą stodołę, a później transformator i faktycznie tak było. Drogę tę jednak trudno nazwać zwykłą drogą, była solidnie zarośnięta.

Patrząc teraz na nagrane filmiki te tereny mogą być fajne jak jest odpowiednia pogoda oraz jak wcześniej była odpowiednia pogoda - nie padało, a dodatkowo nie ma się konkretnej długiej trasy do zrobienia.

Tutaj kończyła się droga (112 kB)

Przejechaliśmy drogą przez jedno gospodarstwo. Trudno ocenić czy jest to droga prywatna, czy tutaj jest tak dziko że nikomu nie przeszkadza jak się ma publiczną drogę przez posesję.

Po chwili już byliśmy już na asfalcie, ale tylko na moment. Jechaliśmy na północ obok Baraniej Góry (217 m n.p.m). Tam już asfaltu nie było, była ziemia mniej lub bardziej ubita. Wokół sporo odpadów po wywożeniu drzewa oraz lekki spad powodował, że nie był to całkowicie niewinny zjazd.

Niedaleko rzeki Pustynki - widok na górki (55 kB)

Wyjechaliśmy na polankę obok rzeki Pustynki, na horyzoncie widzieliśmy górki: Przelęki i Dziewcza Góra.

Jechaliśmy na północ. Droga niestety była pełna kałuż i miejscami lepiej było jechać po polu niż drogą.

Stary wiadukt kolejowy (175 kB)

Dojechaliśmy do drogi, którą mogliśmy pojechać na zachód do Polanowa. Chciałem zobaczyć na chwilę jak wyglą rozebrana trasa kolejowa z Polanowa do Korzybie. Nic ciekawego tam nie było, ale droga na północ jest poprowadzona przez krótki tunelik.

Ruszyliśmy w stronę Warblewa gdzie dołączyliśmy do szlaku rowerowego mając nadzieję, że to poprawi jakość naszej drogi.

Nie wszystkie drogi są równe - niektóre są zarośnięte (132 kB)

Przed Jeziorem Trzcińskim był lekki zjazd, niestety tutaj ziemia była najbardziej mokra. Opony zbierały glebę co znacząco zmniejszało zdolność do hamowania. Nie lubię tracić cennych metrów wysokości na zjazdy po drodzę słabej jakości gdzie muszę hamować.

W Wieliniu minęliśmy ciekawy kościół, a później skręciliśmy na zachód drogą 208. Droga była bardzo dobrej jakości i ten zjazd już mi się podobał. Niestety zawsze jest jakieś "ale", tak i tutaj po pewnym czasie wjechaliśmy na fragment jeszcze nie wyremontowany.

Na skrzyżowaniu z drogą 205 skręciliśmy na północ i dojechaliśmy do miejscowości Krąg. Tutaj droga była też dobrej jakości, jednak z wyraźnym ruchem samochodowym. Widoki były średnie gdyż cały czas jechaliśmy przez las. Jak pisałem wcześniej - te tereny mają bardzo dużo lasów. Polska ma dużo lasów.

Zrobiliśmy przerwę przy sklepie, ponieważ tutaj sklepy są rzadkością.

Gdzieniegdzie były ciekawsze widoki, Słońce dodało barw (96 kB)

Następnie ruszyliśmy na zachód przez Komorowo i Bożenice. Pola po prawej stronie (północna) leżą na zboczu niewielkich górek.

Teraz rozpoczęła się jazda przez wioski drogami o znikomym ruchu samochodowym.

Drzewa wokół drogi (145 kB)

Przed miejscowością Laski gęste drzewa blokowały większość śłońca. Patrząc na mapę widzę, że kiedyś była tutaj linia kolejowa, jednak została ona zlikwidowana już w 1945, więcej informacji jest na wiki.

Dalsza trasa aż do Sianowa była podobna. Przejechaliśmy przez kilka wiosek (Ratajki, Przytok), czasem był jakiś dłuższy zjazd. Ten fragment dzisiejszej trasy był najprzyjemniejszy według mnie.

W Sianowie postanowiliśmy zjeść coś ciepłego, gdyż w Mielnie może być spory tłok. Jak później sami zobaczyliśmy to decyzja o zjedzeniu tutaj była zdecydowanie słuszna. Od pana pracującego tam dowiedziałem się, że w sierpniu 2016 pogoda była koszmarna, oraz że ten dzień jest drugim dniem z dobrą pogodą w tym miesiącu.

Dalej jechaliśmy przez Suchą Koszalińską i Osieki.

Jest woda (Morze Bałtyckie) (90 kB)

Poszliśmy na nadmorską plażę trochę na zachód od Łazów. Tam mieliśmy z 30 minut na odpoczynek gdyż po tym czasie z zachodu pojawiły się chmury deszczowe. Szybko wyszliśmy z plaży i pod drzewami czekaliśmy aż przestanie padać.

Nie mieliśmy dużo czasu do odjazdu pociągu dlatego ruszyliśmy sprawnie w stronę dworca.

Wjeżdzajac do Mielna przeraził mnie ruch ludzi i samochodów. Co chwilę musieliśmy zatrzymywać się a czas uciekał. Do tego ulice były solidnie zalane, nie dało się przejechać będąc suchym.

Na dworcu, który jest malutkim peronem, pani nam nie mogła sprzedać na TLK gdyż powiedziała że nie ma miejsc. Nawet nie mogła nam sprzedać na osobowy do Koszalina ponieważ od niedawna Przewozy Regionalne eksperymentują z określaniem maksymalnej ilości przewożonych rowerów. Pani nam powiedziała że powinniśmy wcześniej kupić bilety, ale ja wiedziałem że będę walczył o możliwość powrotu. Nie mogliśmy kupić wcześniej biletów bo nigdy nie ma pewności dokąd się dojedzie rowerem.

W Koszalinie podzieliliśmy się i trzymaliśmy rowery na krańcach pociągu aż do Stargardu. Tam poszliśmy do centrum po jakieś jedzenie. Wyglądało jakby to miasto było bardziej imprezowe od Poznania. W kolejnym pociągu był specjalny przedział rowerowy i tam już dojechaliśmy jak człowiek do Poznania.

To była bardzo męcząca wycieczka i po niej miałem zrobić przerwę z jeżdzeniem rowerem na jakiś, nie za długi, czas.