Podmiejskie Kaszuby

krótki przejazd na trasie kolegi, który przejeżdzał wzdłuż granic Polski

Aleksander Kwiatkowski, 2017-06-09

Tagi: Rower, Z sakwami, Strona główna
Miejscowości: Wejherowo, Luzino, Szemud, Przodkowo, Kartuzy, Żukowo, Kolbudy
Województwa: Pomorskie

Najciekawsze miejsca

Wstęp

Około dwa miesiące temu kolega poinformował mnie, że będzie chciał okrążyć Polskę rowerem. Miałem około dwa tygodnie temu dołączyć do niego w okolicy Kostrzynia jednak pojawiły się pewne opóźnienia w jego trasie.

Ten wyjazd również nie był pewny z powodu nieprzewidywalnej pogody dzień później. Na szczęście prognoza pogody się poprawiła a Michał ma dar przekonywania.

Opis trasy

Szczegóły

Z Poznania ruszyłem pociągiem IC do Gdyni o 6:45. Trasę kolejową do Inowrocławia znam bardzo dobrze, chociaż czasami coś mnie na niej zaciekawiło, na przykład w jednym miejscu była duża ilość czerwonych maków.

Wiele lat temu jechałem do Gdańska pociągiem i teraz nic z tego nie pamiętam, więc można założyć że teraz pierwszy raz jechałem pociągiem z Bydgoszczy do Gdańska.

Najbardziej mnie zaciekawiły dwa miejsca. Pierwsze to okolice wsi Gajewo, która jest chyba dokładnie pośrodku między stacjami kolejowymi w miejscowościach Warlubie i Twardą Górą. Jest tutaj kilka ciekawych jezior które chciałbym kiedyś zobaczyć.

Drugim takim miejscem jest okolica Morzeszczyna. Teren jest tu bardzo "górzysty". Chętnie bym coś więcej napisał o tej okolicy ale zrobię to w nowym wpisie gdy faktycznie tam będę. W okolicy przebiega autostrada.

Dojechałem do stacji Gdynia Główna gdzie musiałem przesiąść się na pociąg SKM do Wejherowa. Zaskoczyło mnie to, że zapłaciłem za bilet tylko 6.5zł. Normalnie w pociągach regionalnych sam bilet za rower kosztuje 7zł.

Trasa SKM nie była jakoś specjalnie ciekawa dla mnie. Jedynie byłem pozytywnie zaskoczony praktycznością tego rozwiązania. SKM to takie metro łączące kilka miejscowości. Główną zaletą to szybkość i częstotliwość odjazdów.

Wysiadłem w Wejherowie i ruszyłem dalej aby złapać Michała po drodzę. Niedaleko stacji zobaczyłem coś co wyglądało jak radar i wyrzutnia Patriotów. Radar się kręcił, tylko tyle mogę powiedzieć bo sam się na tym nie znam.

Z Michałem spotkaliśmy się niedaleko Zybertowa.

Dojeżdzając do Gowino (93 kB)

Jadąc już razem ruszyliśmy bardzo mało uczęszczaną drogą (i jednocześnie lekkim zjazdem, przez las) do Zybertowa. Mieliśmy skręcić w ulicę Kazimierza Grubby jednak remont drogi wybił nas i skręciliśmy później w Żwirową. Jak sama nazwa wskazuje, droga ta nie była asfaltowa. Rozpoczął się stopniowy podjazd przez malutki las do miejscowości Gowino z około 40m n.p.m. do prawie 100m n.p.m.

Podobała mi się okolica i sam podjazd mnie nie bolał, jednak miałem ciągłe uczucie przebywania blisko dużej miejscości. Duża ilość nowych domów sprawiała takie wrażenie. Od Gdyni odgradzał nas tylko Trójmiejski Park Krajobrazowy.

Dojeżdzając do Sopieszyno w zielonym tunelu (159 kB)

Cały czas jechaliśmy delikatnym podjazdem. Docelowo musieliśmy podjechać do 155m n.p.m aby później mieć krótki zjazd we wsi Sopieszyno.

Na skrzyżowaniu widziałem przystanek autobusowy z jakimiś podmiejskimi liniami. Skręciliśmy w prawo w stronę Przetoczyna i gdy wyjechaliśmy z miejscowości rozpoczął się las. Trasa raczej nie była na razie zbyt ciekawa.

Wyjeżdzając z Przetoczyno znowu czekał na nas podjazd. Nie byłem zły z tego faktu, że one są, tylko wolałbym aby po nich był tak samo fajny zjazd. Miałem wrażenie, że podjeżdzamy fajniejszymi drogami niż zjeżdzamy.

Co do komunikacji miejskiej to dojeżdza tutaj autobus gdyńskiego PKS - linia 632.

Pola niedaleko miejscowości Szemud (79 kB)

Przejechaliśmy obok Żwirowni Głazica i chyba przez moje niezatrzymanie się dojechaliśmy do miejscowości Szemud (mam problem z odmianą nazw miejscowości).

Chwilę wytchnienia od klimatu podmiejskości poczułem w Szemudzkiej Hucie pomimo kilku niedawno ukończonych domów.

Zielone pagórki niedaleko Trzech Rzek (87 kB)

Za Jelonkiem jechaliśmy ulicą Dębową po wystarczająco ubitym piasku a następnie lasem dojechaliśmy do Trzech Rzek.

Stopniowo teren stawał się bardziej pagórkowaty, zwłaszcza w okolicy wsi Szarłata.

Krowa we wsi Szarłata (130 kB)

Tym razem to ja nie byłem nawigatorem. Wolałem pozostawić wybór trasy Michałowi, a tylko czasami dodawać moje uwagi, które chyba zbyt przydatne nie były.

Okolica Bagniewa (66 kB)

Kierowaliśmy się do Kartuz. Ostatnie 3 kilometry to dość monotonny las i bardziej ruchliwa droga 224. W Kartuzach zrobiliśmy przerwę na obiad, później na rynku na lody. Była to pierwsza większa miejscowość na naszej trasie. Przejechałem 45km i oznaczało to, że powoli będziemy mogli szukać jakiegoś noclegu. Nie skończyłbym trasy gdybyśmy coś znaleźci tylko byśmy jeździli bez sakw.

Zacząłem szukać przez komórkę noclegu. Wykonałem dwa telefony bez sukcesu, albo był brak odbioru albo brakowało miejsc. Postanowiliśmy dojechać w okolicę Łapina i tam szukać na miejscu noclegu, ewentualnie jak coś po drodzę zobaczymy to będziemy się pytać.

Przez Borkowo dojechaliśmy do Żukowa gdzie przejeżdzając przez teren kościoła widzieliśmy czyiś ślub. Patrząc na mapę widzę jak bardzo mogliśmy trasę zoptymalizować i skrócić gdybyśmy jechali przez Jar Rzeki Radunii.

Tory kolejowe przed Otomino (73 kB)

Nie byłem bardzo zadowolony z dzisiejszej trasy. Te legendarne Kaszuby poznałem tylko miejscami. Większość to niestety otaczająca Gdańsk cywilizacja.

Przejechaliśmy przez Przyjaźń. Sytuacja robiła się trochę poważna. Sprawdziliśmy jeden ośrodek ale powiedziano nam że jest pełny pomimo braku samochodów i ruchu. Raczej nie chciało im się nam wynajmować na jedną noc i po prostu nas olali.

Kolejnym miejscem była noclegownia robotnicza, gdzie również zostaliśmy olani. Pojechaliśmy nad Jezioro Łapińskie gdzie powinny być ośrodki wypoczynkowe. Po krótkiej analizie zgodziliśmy się na niezbyt tani nocleg. Chociaż ja nie mając sprzętu do spania pod chmurką ogromnie się z tego faktu cieszyłem.

Aby wyrównać chwilowe szczęście okazało się, że najbliższy sklep jest w Kolbudach. Jest to tylko 4km odległości ale 100m różnicy wysokości. Wysokości którą wracając będziemy musieli podjechać. Podjazd nie był taki straszny, a możliwość zjedzenia kolacji przy jeziorze mnie bardzo motywowała. Chociaż możliwość umycia się i wyspania jeszcze bardziej mnie motywowała.

Siedząc i jedząc słyszałem muzykę z ośrodka wypoczynkowego obok. Powiedziałem Michałowi, że pójdę zobaczyć co się tam dzieje. Okazało się, że jest to bardzo duża impreza integracyjna pracowników trójmiejskich szpitali. Postanowiliśmy, że zobaczymy co się tam dzieje jak zrobi się ciemno. Pójdziemy po 22-giej na około 30 minut i później wrócimy aby się wyspać i rano pełni sił wyruszyć w trasę.

Nie udało się nam tego dokonać. Poszliśmy spać po 4:30 a ja w tym dniu byłem 23 godziny na nogach. Było warto.


Powiązane wpisy