Szybka wizyta w Dolinie Baryczy

Wizyta nieplanowana, wracając chcieliśmy nie czekać na pociąg, a się na niego ostatecznie spóźniliśmy

Aleksander Kwiatkowski, 2017-07-01

Tagi: Rower, Strona główna
Miejscowości: Rawicz, Pakosław, Milicz, Cieszków, Sulmierzyce, Odolanów, Ostrów Wielkopolski
Województwa: Wielkopolskie, Dolnośląskie

Wstęp

Trochę ponad miesiąc temu pierwszy raz jechałem na rowerze szosowym. Powiedzieć że mi się podobało to byłaby lekka przesada ale jakoś mnie to zainteresowało. Odkryłem istnienie rowerów przełajowych i gravelowych i po pewnym czasie nabyłem właśnie taki.

Głównym przeznaczeniem mają być szybkie i dłuższe trasy jednodniowe głównie po asfalcie (ale nie tylko).

To była pierwsza dłuższa trasa jaką zrobiłem na tym rowerze.

Opis trasy

Szczegóły

Ruszyliśmy przed godziną 10-tą pociągiem do Rawicza. Jechaliśmy nim godzinę.

Czekała na nas dzisiaj trasa na wschód, zgodnie z kierunkiem wiatru. Docelowym punktem był Ostrów Wielkopolski. W rezerwie mieliśmy na północ od trasy czynną linię kolejową gdyby coś się wydarzyło.

Na początku musieliśmy wyjechać z miasta. Zostałem zaskoczony drogami jednokierunkowymi w centrum. Był to mały labirynt. Instynktownie udało mi się je pokonać i ruszyliśmy na wschód przez Szymanowo.

Miałem załadowaną słabą baterię do kamerki i z tego powodu na początku trasy mogłem nagrywać tylko krókie filmiki.

Przejazd z założenia miał być szybki. Aparat miałem w plecaku i zatrzymywanie się do robienia zdjęć było trudniejsze.

Spodobała mi się wieś Słupia Kapitulna oraz Chojno głównie przez zabudowę i spójność. Domy nie były zbyt nowe a obie wsie wyglądały schludnie.

Dojechaliśmy do Pakosławu jadąc zielonym szlakiem rowerowym. Szlak ten mi się podobał dzięki ładnym widokom i dobrej jakości asfaltem.

Przerwa w Białymkale (81 kB)

Jechaliśmy szybko i obawialiśmy się że zbyt wcześnie dojedziemy do Ostrowa Wielkopolskiego. Zaproponowałem abyśmy podjechali do Doliny Baryczy i zjedli pierogi z karpia. Nigdzie indziej nie widziałem podobnego dania.

Kierowaliśmy się na południe tym razem już nie mieliśmy pomagającego wiatru wiejącego w plecy, a nawet czasami nam przeszkadzał.

Przez Białykał wjechaliśmy do Olszy. Czyli już teoretycznie byliśmy w Dolinie Baryczy. Ostatnio tam byłem pod koniec kwietnia.

Zrobiliśmy przerwę na kilka zdjęć obok małej rzeczki. Chmury wyglądały bardzo ciekawie wtedy.

Połączenie zieleni z chmurami (124 kB)

Wjechaliśmy do Rudy Sułowskiej i niestety okazało się, że już nie serwują pierogów z karpia. Bardzo mi smakowało wtedy to danie, a do tego było niedrogie. Zamówiliśmy zupę rybną, która nie było rewelacyjna. Kończąc jeść odwiedził nas ten sam kot, a właściwie kotka, którą widzieliśmy w kwietniu. Prawdopodobnie się okociła bo była znacznie chudsza.

Następnym celem na trasie był Milicz. Standardowo dojechaliśmy tam drogą asfaltową przez Sułów.

W Miliczu zrobił się ogromny korek samochodowy związany z jakąś procesją lub czymś podobnym. Nie wiem co to było i zapomniałem poszukać informacji.

Wyjechaliśmy kierując się na Godnowę już jadąc bardziej bezpośrednio w stronę końca trasy. Zostało nam 40-50 km do celu.

Przystanek w lesie na północ od Stawów Milickich (110 kB)

Zboże które mijaliśmy wyglądało jakby już było gotowe na żniwa.

Przez Ostrowąsy dojechaliśmy do Sulmierzyc.

Dalej drogą 444 jechaliśmy do Odolanowa. Nie dojechaliśmy do centrum miejscowości. Dość szybko skręciliśmy na północ i jechaliśmy czerwonym szlakiem rowerowym przez Kaczory. Okolice Kaczorów wyglądały ciekawie i chętnie bym jeszcze tutaj kiedyś przejechał.

Pola niedaleko miejscowości Baby (75 kB)

Chmury miały podejrzaną charakterystykę. Gdzieś w oddali widać było jak pada deszcz.

Zbliżaliśmy się do Ostrowa Wielkopolskiego. Trochę zbłądziłem i na dworzec dotarliśmy chwilę po tym jak deszcz dotarł do nas. Opady były tak silne, że czułem jakby to grad padał. Wystarczyły 2-3 minuty opadów a byliśmy prawie cali przemoczeni (może nie totalnie bo już byłem bardziej przemoczony jadąc rowerem).

Nie zdążyliśmy na powrotny osobowy pociąg o 16:37. Musieliśmy zapłacić więcej na pociąg TLK, które na dodatek nie miało przedziału rowerowego. Ponownie jechaliśmy z rowerami w przedsionku. Pozytywem była możliwość zobaczenia klimatycznych wiejskich stacji po drodzę.


Powiązane wpisy