Ciepły, wilgotny dzień i dojazd z Grybowa do Hańczowej

czyli początek całkiem dlugiego wyjazdu przez Beskid Niski

Aleksander Kwiatkowski, 2017-07-24

Tagi: Rower, Strona główna, Z sakwami
Miejscowości: Grybów, Ropa, Uście Gorlickie
Województwa: Małopolskie
Krainy: Beskid Niski

Wstęp

Będąc rowerem na chwilę w Beskidzie Niskim w 2016 roku wiedziałem, że ponownie będę musiał odwiedzić te okolice.

Spora odległość od Poznania wymaga zaplanowania dłuższej wycieczki aby wyjazd miał sens. Dopiero teraz udało się to zrealizować.

Opis trasy

Szczegóły

Wyruszliśmy pociągiem z Poznania po godzinie 22-giej. W naszym przedziale jechał człowiek wracający z chyba Międzyzdroi do Ostrowa Wielkopolskiego. Chciał z domu dojechać nad Morze Bałtyckie w ciągu jednego dnia. Udało się jemu to zrealizować i właśnie tego wieczoru wracał z nami.

Maksymalnie w niedzielę spróbowaliśmy się wyspać gdyż wiedzieliśmy, że w pociągu nie będziemy mogli a jedynie lekko przysypiać.

Przed godziną 7 byliśmy w Krakowie gdzie miałem problem z kupnem biletów z przewozem rowerów na pociąg regionalny do Grybowa. W pociągu takich problemów już nie było i oprócz naszych rowerów nie pamiętam aby ktokolwiek jeszcze w nim jechał z rowerami, chyba że w drugiej cześci pociągu.

Drewniany dom na podjeździe z Grybowa (107 kB)

W Grybowie wysiedliśmy z pociągu około gidziny 8-ej. Pisząc ten wpis jest wrzesień. Widzę teraz, że jest zastępcza komunikacja autobusowa. Pewnie jest to element kolejnej fazy remontów.

Musieliśmy przejechać rowerami przez centrum Grybowa aby opuścić tą miejscowość ruszając dalej ulicą Zdrojową. Na niej jest oznaczony czerwony szlak rowerowy i niebieski szlak pieszy.

Czekał na nas długi, lekko stromy podjazd, którego celem była drewniana kaplica usytuowana na wzgórzu. Z tego miejsca mieliśmy bardzo ładny widok na okoliczne miejscowości.

Widok na okoliczną wioskę z drewnianej kapliczki pod Chełmem (131 kB)

Chcieliśmy przejechać czerwonym szlakiem rowerowym pod Chełmem jednak ilość błota na początku mnie przeraziła. Ja wiem "że można" tylko po co się męczyć i brudzić, a zwłaszcza brudzić hamulce tarczowe. One się nam jeszcze przydadzą na tym wyjeździe. Niebieski szlak pieszy przechodzi przez górę. Wróciliśmy w kierunku kapliczki i zjechaliśmy do drogi 28.

Sam zjazd był stosunkowo lekki. Podczas zjazdu zauważyłem nowe domy mieszkalne. Bardzo ciekawe miejsce aby się osiedlić - idealny widok za cenę utrudnionego dojazdu zimą.

Dojeżdzając do drogi 28 zjechaliśmy tylko 70 metrów w dół (licząc kapliczkę). Kierowaliśmy się do Ropy do której czekał nas jeszcze dwa razy większy zjazd - 140 metrów w dół. Miejscowość ta położona 210 metrów poniżej kapliczki, do której tak mozolnie podjeżdzaliśmy.

Musieliśmy chwilę poczekać gdyż był jakiś wypadek i ruch był prowadzony wahadłowo.

Niestety nie nagrałem zjazdu gdyż miałem wyładowaną baterię. Osiągnąłem prędkość 58.2km/h gdyż droga była idealnej jakości.

W Ropie skręciliśmy na południe jadąc już spokojniej na skrzyżowanie dróg pod górą Kiczera Zdzar. Robiliśmy się głódni dlatego zaproponowałem aby się udać do łowiska pstrąga w miejscowości Łosie. Jak się okazało restauracja jest otwierana o godzinie 12-tej (nie jestem teraz tego pewien) a my byliśmy ponad godzinę przed jej otwarciem.

Rzeka Ropa (109 kB)

Mając trochę czasu pojechaliśmy pod zaporę robiąc przerwę obok rzeki. Zobaczyliśmy tam dziwnego dużego niebieskiego ślimaka.

Pod zaporą rozmawialiśmy z osobą przyjeżdzającą tu regularnie. Pan ten pamiętał istnienie ośrodka wypoczynkowego, który został zamknięty po wybudowaniu zapory. Wracając widzieliśmy pononownie opuszczone budynki i dopiero teraz wiedzieliśmy dlaczego są w takim stanie.

Po zjedzeniu pstrąga wracaliśmy aby móc dojechać do Klimkówki. Tutaj czekał na nas drugi podjazd. Pogoda tego dnia zaczęła już nas męczyć. Było gorąco (jednak nie tak jak ostatniego dnia) i razem z brakiem snu niektórzy szybciej się denerwowali. Wiedziałem o tym że każdy podjazd się kiedyś kończy, a ten miał tylko 50m przewyższenia.

Zmęczenie nie pozwoliło na odpowiednie podziwianie przejazdu obok Jeziora Klimkówki ale udało mi się nagrać ostatni zjazd przed dojazdem do Uścia Gorlickiego.

Opuszczając jechaliśmy wijącą się drogą pośrodku całkowicie zielonych gór. Czuć było dzikość okolicy kontrastującą z ruchem samochodów dostawczych, prawdopodobnie jechały one do Wysowej.

Pola i góry niedaleko Hańczowej (127 kB)

Reszta dojazdu do bazy w Hańczowej przebiegła bez niczego nadzwyczajnego.

W bazie niestety mieliśmy dość mały pokój lecz takie problemy nie są istotne na wyjeździe. Największą zaletą był spacerujący rudy kot. Sam on wskoczył na bujawkę.

Kot w Hańczowej (83 kB)

Wieczorem poszliśmy do Wysowej zobaczyć park i kupić zapasy. Martwiłem się prognozą pogody, miało padać przez pół dnia.

Wieczorne okolice Hańczowej (106 kB)

Powiązane wpisy