Walka z wiatrem w okolicy Jarocina

przez Wartę, wokół Żerkowa

Aleksander Kwiatkowski, 2016-04-24

Tagi: Strona główna, Rower
Miejscowości: Krzykosy, Miłosław, Nowe Miasto nad Wartą, Żerków, Jarocin
Województwa: Wielkopolskie
Krainy: Pojezierze Poznańskie

Wstęp

Tego dnia planowałem pojechać do Choszczna. Miałem wszystko zaplanowane, tylko trzeba się obudzić wcześnie i mieć dobrą pogodę. Pogoda niestety była daleka od idealnej - chłodno i wiał dość silny wiatr.

Planów mam dużo, tak i jednym z nich jest dojazd rowerem do Jarocina. W związku z tym, że dojazd w te rejony pociągiem jest dość łatwy i szybki, postanowiłem wybrać kontynuowanie terenów na południowy-wschód od Poznania.

Opis trasy

Szczegóły

Wyruszyłem pociągiem chwilę przed 11-tą kierując się do tego samego przystanku, gdzie wczoraj skończyłem swoją trasę - do Solca Wielkopolskiego. Po ponad 30 minutach wysiadłem z pociągu i kierowałem się na wschód.

Jechało mi się całkiem przyjemnie - dość łatwo osiągałem prędkość prawie 30km/h. Było zdecydowanie chłodniej niż wczoraj, jednak częściej pojawiało się słońce i dlatego momentami było tylko chłodniej niż wczoraj, momentami.

Przejechałem przez Krzykosy. Tak samo jak wczoraj mijałem spokojne wioski. Ruch jakby był jeszcze mniejszy. Pewnie wszyscy siedzą w domach bo jest chłodno. Nie wiedziałem w tym momencie, że później sam będę sobie takie pytanie zadawał - po co wychodziłem z domu.

Domy w okolicy Witkowa (99 kB)

Minąłem drogę 11 i jechałem dalej przez Witowo i Pięczkowo, a następnie Orzechowo. Jak już pisałem - spokojna niedziela i spokojne wioski (lub miasteczka).

Warta niedaleko Orzechowa (114 kB)

Za Orzechowem szlak rowerowy przebiegał w okolicy Warty. Tereny były bardzo ładne, a gdy pojawiało się słońce to tym bardziej. W tym momencie cieszyłem się, że jednak wyszedłem z domu. Okolice Warty były jednym z najładniejszych widoków tego dnia.

Jechałem cały czas na wschód szlakiem przez Czeszewo, Szczodrzejewo i chciałem dojechać do Pogorzelicy. Zjeżdzam sobie do Warty i widzę, że nie ma mostu. Widzę coś na brzegu i po chwili zaczynam rozumieć - nie ma przejazdu. Przejechałem 8km po to, aby dowiedzieć się, że prom kursuje dopiero od czerwca.

Wracam. W tym momencie zrozumiałem dlaczego tak łatwo mi się jechało na wschód. Przez te 8km zacząłem zastanawiać się, gdzie tu jest najbliższy dworzec kolejowy. W Orzechowie jest, ale pociągi pasażerskie tam nie jeźdzą. Myśle o Chociczy, ale tam musiałbym jechać pod wiatr daleko. Mówię sobie, że przejadę przez Wartę za Orzechowem i wtedy przeanalizuję możliwości.

Kolejną osłodą trudu tego dnia był szlak wokół Orzechowa, gdzie można było jechać rowerem po wale przeciwpowodziowym. Warta i tereny wokół bardzo fajnie widać z tego miejsca.

Po drodzę musiałem zejść niżej, aby przedostać się pod mostem kolejowym. Zauważyłem że ma on w miarę świeży nasyp, ale dlaczego pociągi pasażerskie tam nie jeżdzą? A może nic tam nie jeździ? Później jednak widziałem jeden pociąg towarowy, więc chyba coś tu jednak jeździ. Tylko dlaczego nie ma pociągów pasażerskich?

Okazało się, że tam gdzie chciałem przedostać się przez Wartę znowu nie ma mostu. Na szczęście był działający prom.

Bardzo podobały mi się tereny wokół Lutynii - pusta droga, pola i spokój. Mógłbym dorzucić pagórki na horyzoncie do tego. Z jednej strony raczej dzikie tereny, ale jednocześnie pewnego rodzaju porządek.

Wyjeżdzając z tej wioski rozpoczął się lekki podjazd - tylko 30 metrów przez niecały kilometr. Ogólnie tereny na północ od Żerkowa są trochę pofalowane.

W Bieździadowie zrobiłem przerwę obok stawu. Jest to bardzo ładna i spokojna wioska. Gdy specjalnie o tym piszę że jest spokojna, to oznacza że jest wyjątkowo spokojna. Chwilowe słońce w pełni, kwitnące drzewa oraz soczysta zieleń trawy powodowała, że zapominałem o wcześniejszych trudach.

Droga do Bieździadowa (105 kB)

Nie chciałem jechać do centrum Żerkowa, dlatego skróciłem na południe w stronę miejscowości Chrzan. Chwilę musiałem jechać ulicą Żerkowską - możliwy jest tam znacznie większy ruch samochodowy.

Jadąc przez Chrzan i Stęgosz również mijałem spokojne wioski, jednak nie były aż tak urokliwe jak wcześniej wspomniany Bieździadów.

Od tego momentu już bardziej spieszyłem się na pociąg, gdyż zauważyłem, że mogę zdąrzyć na wcześniejszy. Pół godziny różnicy, a byłem zmęczony dzisiejszym wiatrem i chłodem. Zawsze się jakieś wymówki pojawiają i czasami one są dobre.

Kierowałem się do Jarocina przez Kąty i Wilkowyje.

W Kątach przed skrętem w lewo widziałem jakieś ruiny obok cmentarza. Doszukując się szczegółów na wikipedii odkryłem że są to Ruiny pałacu Opalińskich w Radlinie. Kolejny dowód, że w każdym miejscu można znaleźć coś ciekawego.

Uczucie cywilizacji zaczęło pojawiać się dopiero za miejscowością Wilkowyje.

Jechałem dalej przez Annapol. Tak już było czuć, że to jest miasto. Podczas wjazdu do Jarocina widziałem jakby budowali albo remontowali coś dużego, przez co zamiast drogi musiałem jechać po płytach betonowych.

Przejechałem obok parku, obok którego przechodzi się na festiwal, następnie przez rynek. Musiałem rower wnieść po schodach i przejść przez "tunel w powietrzu" aby dostać się na stację kolejową.