Z Leszna przez Przemęcki Park Krajobrazowy do Opalenicy

sami nie wiedzieliśmy dokąd ostatecznie dojedziemy, pierwszy dzień lata tej wiosny

Aleksander Kwiatkowski, 2017-04-01

Tagi: Rower, Strona główna
Miejscowości: Leszno, Święciechowa, Włoszakowice, Wijewo, Przemęt, Wolsztyn, Rakoniewice, Wielichowo, Grodzisk Wielkopolski, Opalenica
Województwa: Wielkopolskie

Najciekawsze miejsca

Wstęp

Tego dnia miałem czas na dłuższą trasę. Miałem spore braki w terenach na południowy-zachód od Poznania a ciekawił mnie Przemęcki Park Krajobrazowy. Wybór, jak to czasami bywa, był prosty.

Opis trasy

Szczegóły

Tego dnia wstałem o 6:30, zrobiłem kanapki i powoli się budziłem przy komputerze. Podjechałem na Poznań Główny i tam z Maciejem ruszyliśmy pociągiem osobowym do Leszna około 8:15.

Z małym opóźnieniem około godziny 9:50 wyruszyliśmy w Lesznie na zachód. Jechaliśmy ulicą Święciechowską. Raczej niewiele ciekawego widziałem po drodzę gdyż jechaliśmy terenami podmiejskimi, do droga jest wylotówką.

Przed dojazdem do Święciechowej widzieliśmy budowę odcinka S5.

Rynek w Święciechowej (82 kB)

Nasza trasa już od tego miejsca zaczęła robić się dynamiczna. Były plany aby jechać dalej na zachód przez Niechłod, ale ruszyliśmy do Gołanic.

Pomimo podrzędnej charakterystyki drogi panował niemały ruch. Wydaję mi się, że w weekend im lepsza pogoda tym jest większy ruch na drogach.

W Gołanicach wjechaliśmy do centrum wsi i zatrzymaliśmy się na chwilę nad jeziorem Krzycko Wielkie. Zdjęcie tego wpisu zostało tam wykonane.

Ruszyliśmy dalej na zachód przez Jezierzyce Kościelne. Ruch już nie był taki straszny. Czułem że powoli wkraczamy w inne, ciekawsze tereny. Dotarliśmy do skrzyżowania Włoszakowice - Zbarzewo. Na szczęście wybraliśmy trzecia opcję - jazda wprost przez las. Wjechaliśmy na leśną ścieżkę rowerową przez Przemęcki Park Krajobrazowy.

Wczesna wiosna w Przmęckim Parku Krajobrazowym (180 kB)

Jechaliśmy po szlaku rowerowym w formie prostokątu, który jest przecięty drogami przy których są jakieś atrakcje związane biologią. Trudno mi to określić właściwie. Nie zapamiętałem żadnego z tych miejsc, ale to nie było naszym celem teraz.

W okolicy Zaborówca skręciliśmy na północ i jechaliśmy bardzo fajnym terenowym zjazdem. Możliwe, że na wschód od tej drogi jest więcej takich pagórków.

Przejechaliśmy przez drogą asfaltową i dalej szlakiem terenowym. W Papierni jechaliśmy już bez szlaku w stronę Miastka, z którego blisko jest do Górsko.

Nie robiliśmy tam większych przerw. Jechaliśmy dalej na północ do Olejnicy. Po lewej stronie mijaliśmy dużo domków letniskowych.

Jezioro Olejnickie (116 kB)

W Olejnicy zrobiliśmy przerwę na jedzenie i zdjęcia obok Jeziora Olejnickiego i zastanawialiśmy się jak jechać dalej. Wybraliśmy niebieski szlak rowerowy wzdłuż jeziora. Jezioro Olejnickie zmienia nazwę na Radomierskie, a dalej na Przemęckie Duże i ostatecznie na Błotnickie. Jedno jezioro a ma cztery nazwy.

Szlak rowerowy niebieski jest bardzo ciekawy i mocno terenowy. Nie ma na nim kamieni, jest dużo korzeni i leżącego drzewa. Widać też miejsca pracy bobrów. Jest przykładem tego, że szlak rowerowy może oznaczać cokolwiek i dopiero czytając mapę można się dowiedzieć czy to raczej droga czy cokolwiek innego.

Efekt pracy bobrów (153 kB)

Szlak ten kończy się on niedaleko leśniczówki i tam zaczyna się piaszczysta droga do Perkowa. Na szczęście nie jest ona długa.

Asfaltem dojechaliśmy na zachód do Nowej Wsi. Chyba najczęściej występująca miejscowość w Polsce. Według wikipedii tylko 117 miejscowości ma taką nazwę.

Zrobiliśmy przerwę przy sklepie gdzie widzieliśmy już pijanego lokalnego mieszkańca z butelką w ręce. Kończyć dzień w południe to ciężka sprawa.

Tutaj ponownie musieliśmy wybrać jak jechać. Czy dalej na zachód asfaltem do Mochów, czy bardziej terenowo. Wybraliśmy to drugie i obok stacji kolejowej ruszyliśmy na północ przez Solec Nowy.

Południowy kanal Odry (80 kB)

Dojechaliśmy do Solca. Te tereny kojarzyły mi się z okolicami Noteci.

Chcieliśmy jechać do Wolsztyna, a później do Zbąszynia. Już nie pamiętam dlaczego zmieniliśmy, pewnie aby było ciekawiej.

Budynek w Starej Dąbrowie gdzie krzyżuje się 5 dróg (123 kB)

Od tego momentu rozpoczęło się jeżdzenie po wioskach. Nie pamiętam aby się one czymś odznaczały. Nowa Dąbrowa i Stara Dąbrowa były raczej normalnymi wioskami niedaleko Wolsztyna.

Natomiast Gościeszyn jest bardzo ciekawą miejscowością. Wieś ta była posiadłością szlachecką i wszystko należało do jednego podmiotu. W wyniku czego cała miejscowość to, można powiedzieć, pałac i jego okolica.

Pałac w Gościeszynie (94 kB)

Następnie przejechaliśmy przez wieś Łąkie, głównym powodem była nazwa. Na chwilę skoczyliśmy do Terespolu obok Północnego Kanału Odry. Również zrobiliśmy to tylko dla nazwy.

Ruszyliśmy do Wielichowa. Nie planowałem tego dnia zrobić dużo kilometrów, ale Maciej powiedział że on koniecznie chce zrobić setkę. Dobrze się jechało, dlatego nie planowałem się roździelać. Czułem już zmęczenie, ale roździelanie w tym momencie było nieopłacalne.

Dojechaliśmy przez Gradowice do drogi 32. Na szczeście ruch był znacznie mniejszy i przez Ruchocice dalej kierowaliśmy się do celu, czyli Opalenicy.

Z Ruchocic odjeżdza szynobus, ale jedzie on znacznie dłużej. Do tego Maciej bardzo chciał zrobić tego dnia 100km. Jak się później dowiedziałem, chodziło o zdobycie oznaki na Stravie.

Przejechaliśmy przez Grodzisk Wielkopolski. Całkiem ładnie wygląda centrum, ale nie byłem pewien jak z niego wyjechać.

Od tego momentu cały czas jechaliśmy drogą do Opalenicy. Zmęczenie oraz brak wyraźnie ciekawej okolicy sprawia, że niewiele mogę o tym napisać tutaj. Tak to już jest, że trzeba przejechać przez mniej ciekawe miejsca aby znaleźć się tam gdzie jest najładniej. Czasem to najładniej to "naj inniej".

Będąc na stacji kolejowej Maciej chciał abyśmy jeszcze podjechali do sklepu aby się nie okazało że Strava jakoś zaokrągli nasze trasy i będziemy mieć poniżej 100km.

Po powrocie do domu o 19-tej umyłem się i położyłem. Zasnąłem na 2 godziny.


Powiązane wpisy