Zachodnie Mazury nie są takie płaskie

czyli pierwszy raz rowerem w okolicach Olsztyna

Aleksander Kwiatkowski, 2018-06-09

Tagi: Rower, Z sakwami, Strona główna
Miejscowości: Olsztyn, Jonkowo, Łukta, Morąg, Miłomłyn
Województwa: Warmińsko-mazurskie

Wstęp

Jakoś w tym roku pomimo dobrej pogody nie miałem zbyt dużo wolnych weekendów, na dłuższe wypady rowerowe. Dopiero teraz udało mi się mieć czas na wyjazd. Pogoda była dobra, może nawet "za dobra". Było bardzo ciepło.

Opis trasy

Szczegóły

Kolej i rower

Ten wyjazd był bardzo spontaniczny. Było dużo niepewności związanych z dojazdem. Najbardziej pasował mi bezpośredni pociag do Olsztyna o 6:36, jednak nie miał on ikonki roweru. Gdzieś wyczytałem, że jazda w pociągu bez tej ikonki, może być związane nawet z karą i wyproszeniem z pociągu.

Jadąc pociągiem do Olsztyna (129 kB)

Dojechałem na dworzec i poczekałem na pociąg, który przyjechał tylko z dwoma wagonami. Wsiadłem na koniec i zauważyłem pomarańczową kartkę "drzwi nieczynne". Pomyślałem sobie, że to może być problemem podczas wysiadania.

Porozmawiałem z kierownikiem pociągu. Dowiedziałem się, że przykładowo gdy ktoś wsiądzie w Toruniu z rowerem i będzie miał na niego bilet, to będę musiał opuścić pociąg. Tylko kto może mieć bilet, skoro nie można takiego biletu w ogóle kupić?!

Dwa dni przed odjazdem sprawdzałem opcje. Było TLK do Tczewa i tam przesiadka na kolejną TLK do Olsztyna. Na miejscu byłbym o 12-tej jadąc 5.5 godziny. Albo jadąc o godzinie 8-ej osobówkami byłbym o 14-tej. Nie chciałem spędzić weekendu dojeżdzając pociągami!

Dzień wcześniej ponownie sprawdzałem opcje. Chyba większość pociągów Intercity nie miało już swoich "ikonek". Pewnie są to efekty zmiany rozkładu jazdy.

Między Ostródą a Olsztynem (113 kB)

Gdy pociąg ruszył okazało się, że drugie drzwi również przestały działać. Można je było tylko otworzyć z zewnątrz. Konduktorka powiedziała, że w Olsztynie mi otworzy drzwi. Czyli wiedziała na jakim torze zatrzyma się pociąg.

Zaciekawiły mnie podczas jazdy pociągiem:

Dojechałem do Olsztyna. Okazało się jednak, że peron jest z lewej strony - strony popsutych drzwi. Musiałem przecisnąć rower przez cały wagon aby się wydostać.

A to nie jest ostatnia przygoda kolejowa na tym wyjeździe...

Wysiadłem

Musiałem poczekać niecałe 30 minut za przyjazdem Aleksa z Warszawy. Przyjechał nowym EZT ze specjalnym wagonem rowerowym. Nie ma równego traktowania miast.

Przeszliśmy trochę przez centrum Olsztyna i faktyczną jazdę rozpoczeliśmy chwilę przed 12-tą. Trochę mnie to martwiło bo było bardzo ciepło a opuszczenie dużego miasta zawsze jest najtrudniejszą częścią. Łatwiej się wjeżdża niż wyjeżdża. Nie wiem dlaczego tak jest.

Przejazd przez miasto był dla mnie raczej nieprzyjemny. Ruch, konieczność wyboru trasy, powodowało że mało co zapamiętałem. Gorąca pogoda również utrudniała czerpanie radości z jazdy.

Dojechaliśmy do Placu Ofiar Katastrofy Smoleńskiej i dalej ulicą Leśną na północ. Wymyśliłem, że jest to lepsza opcja niż jazda drogą 527 (ulicą Bałtycką).

Rozdzielenie torów za Gutkowem (100 kB)

Przejechaliśmy obok Rezerwatu Przyrody Redykajny jadąc na zachód drogą leśną. Wyjechalismy ulicą Narcyzową przez osiedle bardzo ładnych domów rodzinnych, gdzie nie widać żadnego śladu biedy.

Dotarliśmy do drogi 527. Początkowo mogliśmy jechać ścieżką rowerową ale ona się skończyła w miarę szybko. Musieliśmy przejechać 6km po drodzę 527. To dość sporo jak na "tylko opuszczenie" dużego miasta.

Wyjazd z Jonkowa (141 kB)

Po prawej stronie widziałem tory linii kolejowej 220 z Olsztyna w stronę Elbląga. Tory się rozwidlają i jest połączenie szynobusem (3 razy dziennie) do Braniewa linią 221.

Stare Kawkowo (160 kB)

Pomimo wyboru drogi mniejszej klasy miałem wrażenie, że nadal jeździ po niej dużo samochodów. Dojechaliśmy do Jonkowa. Nie podobała mi się nowoczesność tej miejscowości. Chciałem się wydostać, znaleźć się gdzieś, gdzie "byłbym dalej" mentalnie od Olsztyna.

Kierowaliśmy się do Pupek. Podjazd podczas wyjazdu był przedsmakiem dalszego dnia - naprzemiennych podjazdów i zjazdów. Wokół drogi drzewa ograniczały widok i jakoś trudno było znaleźć dobre miejsce do zrobienia zdjęcia.

Dom w Starym Kawkowie (157 kB)

Patrząc teraz na filmiki, które nagrałem, to jednak na nich dobrze widać charakter terenu. Nie napiszę wiele o miejscowościach, przez które przejeżdzaliśmy. Najważniejsze jest ukształtowanie terenu, które wydaje mi się, że jest ciekawsze niż widziałem na Kaszubach albo nawet w okolicy Strzelina (między Wrocławiem a Kłodzkiem czyli już tereny górskie).

Nowe Kawkowo na filmie wygląda ciekawie. Sądzę, że byłoby ciekawsze gdyby słońce nie tworzyło takiego kontrastu oraz nie męczyło mnie.

Zbliżaliśmy się do Gamerek Wielkich. Jest tam stacja kolejowa linii 220.

Stacja kolejowa w Gamerkach Wielkich (106 kB)

Zaskoczył mnie przejeżdzający pociąg Intercity, myślałem, że kursują tutaj tylko regionalne.

Musieliśmy przejechać przez Mostkowo drogą 530 aby móc dalej kierować się do Kretowin. Jako pierwszy cel wybrałem tą miejscowość. Sam nie wiem dlaczego, chyba tylko z powodu dużego jeziora obok. Oraz aby trasa była bardziej wiejska niż leśna.

Stacja kolejowa w Koziej Górze (129 kB)

Szlak prowadził do Koziej Góry (tam również jest czynny przystanek kolejowy!). Jest to tak mała miejscowość, kilka domów, a ma przystanek kolejowy!

Od jakiegoś momentu zauważyłem "bicie" mojego koła. Było to najbardziej widoczne podczas zjazdów po idealnie gładkim asfalcie. W tym momencie asfaltu nie było. Jechaliśmy drogami gruntowymi, czasem z piaskiem, czasem brukowanymi.

Będąc w Gubitach mieliśmy widok na Jezioro Morąg.

Dojechaliśmy do przystanku autobusowego. Zastanawiałem się, jaki tutaj autobus może przyjeżdzać? Wsie są małe, droga jest dość słabej jakości. Skręciliśmy w lewo na początku. Wolałem się cofnąć gdyż nie chciałem jechać drogą gruntową przez las (piasek).

Czekając chwilę w cieniu od razu byłem atakowany przez komary.

Nad linią kolejową do Żabiego Raju (151 kB)

Zjeżdzając w stronę Lusajn tereny przypominały pomniejszoną wersję Beskidu Niskiego.

Dojechaliśmy do Kretowin, które okazały się standardową miejscowościa wypoczynkową. Oznaczało to dla nas dużą ilość ludzi i średniej jakości jedzenie. Czekając za drugim daniem załatwiłem nocleg na dzisiaj oddalony około 23km. Było to dla mnie sporym sukcesem.

Ruszyliśmy około godziny 16-tej. Pogoda nie była już tak uporczywie gorąca jak wcześniej.

W Żabim Rogu (ciekawa nazwa) zrobiliśmy przerwę przy jeziorze na kilka zdjęć.

Jezioro Żabie w Żabim Raju (152 kB)

Jadąc na południe w stronę Zawrotów i Rusi krajobraz jakby nie był tak interesujący, jednak połączenie delikatniejszego popołudniowego światła z wysokimi trawami było dość miłe wizualnie. Nie było już tych pagórków, z którymi walczylismy 3-4 godziny wcześniej.

Dom w Żabim Raju (127 kB)

Dojeżdzając do Rusi postanowiliśmy objeżdżając jezioro (przy którym jest przystanek autobusowy!), wjeżdżając w las, kierować się do Tardy. Został nam do przejechania 7km odcinek przez las: trochę piasku, więcej kamieni i nadal podjazdy i zjazdy.

Wjeżdżając do lasu w Rusi (168 kB)

Prośno było ciekawą wsią położoną w lesie. Dość krótką mieliśmy przyjemność jazdy przez nią.

Nie muszę pisać, że ucieszyłem się gdy już wyjechaliśmy z tego lasu. Oznaczało to, że zostało 5km do noclegu.

We wsi Tarda (120 kB)

Zrobiliśmy przerwę we wsi Tarda na zrobienie kilku zdjęć.

Dojechaliśmy do bazy, zostawiliśmy większość rzeczy i ruszyli do centrum na zakupy. Ostatecznie kupiliśmy więcej rzeczy, niż potrzebowaliśmy. Planowaliśmy wieczorem udać się nad jezioro jednak zmęczenie zaczęło działać.

Próba nocnych zdjęć w Miłomłynie (38 kB)

Poszliśmy przed północą gdy już było ciemno i bardzo trudno mi było zrobić jakiekolwiek zdjęcie. Pojawił się pomysł aby wstać na wschód słońca na 4-tą rano. Pół godziny później ten pomysł już nie istniał.

Wpis ukończono dnia 2018-07-05, czyli 26 dni później.