Zdjęcia w Sopocie i Orłowie... i Rzeszowie

dwa dni w Sopocie, przejazd pendolino do Rzeszowa, problem z laptopem i anulowanie wyjazdu w Bieszczady

Aleksander Kwiatkowski, 2018-09-05

Tagi: Zdjęcia, Strona główna
Miejscowości: Sopot, Rzeszów
Województwa: Pomorskie, Podkarpackie

Wstęp

Miałem 2-dniowy wyjazd z pracy do Sopotu po którym miałem jechać w Bieszczady. Niestety nie wszystko poszło zgodnie z planem.

Szczegóły

Dojazd

W pociągu byliśmy wystarczająco wcześniej przed odjazdem. Alicja, która miała nasze bilety, ledwo zdążyła do nas.

Okolice Terespolu Pomorskiego są ciekawe. Jest tam spory zbiornik na Wdzie i bardzo ładny most kolejowy.

Okolice Kulic (108 kB)

Tereny w pobliżu Kulic są znacznie ciekawsze z okna pociągu. O tym się przekonałem spacerując dzień później.

Widok na Pelplin (122 kB)

Popołudnie

Nocleg mieliśmy 100m od plaży. Widzieliśmy ją z okna, co było dużym plusem. Minusem byli sąsiedzi.

Plaża w Sopocie (84 kB)

Ruszyliśmy coś zjeść na plażę. Znana i polecana restauracja okazała się być za popularna. Było dużo ludzi, co mnie irytowało. Jedzenie również nie było jakieś specjalne.

Nadmorski ptak (88 kB)

Czekajac za jedzeniem zrobiłem kilka zdjęć ptakom i morzu.

Nadmorski wróbel (93 kB)

Będąc w Trójmieście oczywiste jest, że będę chciał zrobić jakieś zdjęcia z długim naświetlaniem. Miałem ze sobą statyw. Miał to być pierwszy solidny test Olympusa M1m2.

Mój ulubiony sopocki pomost (65 kB)

Gdy zimą robiłem zdjęcia uszkodzonemu pomostowi miałem pewność, że nikt nie będzie na nim siedział. Teraz było ciepło i niestety zadomowili się na nim ludzie.

Klasyczny pierwszy plan (72 kB)

Słońce powoli się kryło za horyzontem. Filtry pozwoliły mi podbić czasy naświetlania.

Taras w okolicy Kamiennego Potoku (97 kB)

Zdjęcia ranem w Orłowie

Z Mateuszem wstaliśmy wcześniej i pojechaliśmy do Orłowa. Niestety Mateusz zrozumiał, że jego statyw nie jest odpowiednim narzędziem. Mając Nikona APS-C nie ma się stabilizacji w aparacie, a być na wschodzie bez statywu to trochę smutna sytuacja. Cała istota wschodów nad morzem to długie naświetlenie.

Każdy jednak popełnia błędy bo tylko wtedy można się z nich uczyć.

Oświetlone Orłowo (103 kB)

Od razu wykorzystałem oświetlone molo w Orłowie.

Zachmurzone Orłowo (84 kB)

Niestety tego dnia wschód słońca nie był słoneczny. Krajobraz był dość szary, jednak i tak chciałem jak najwięcej wykorzystać tego dnia. Chciałem zobaczyć jak nowy aparat będzie się sprawował.

Orłowskie drzewo (133 kB)

Drzewo to solidnie wykorzystałem jako pierwszy plan na początku tego roku.

Tam gdzie odpoczywają mewy (71 kB)

Tego dnie również fale były minimalne. Przy wydłużonym naświetlaniu woda stawała sie dość mało ciekawa.

Klif Orłowo (73 kB)

Wróciliśmy do noclegu w Sopocie. Musieliśmy teraz popracować trochę.

Po południu wybrałem się na spacer, na który jechałem godzinę pociągiem. Opis tego spaceru jest w osobnym wpisie.

Pierwszy sopocki kot (146 kB)

Po powrocie spotkałem kota w okolicy naszego noclegu. Jak się później okazało, to nie był jedyny kot w okolicy. Ponownie zrozumiałem, że do nieufnych kotów potrzebna jest trochę większa ogniskowa niż 100mm (czyli 200mm pełnej klatki).

Następnego dnia musieliśmy się spakować. Nie udało mi się wstać na kolejny wschód, pomimo tego że poszedlem spać wcześniej niż reszta (ale nie było to wcześnie).

Sopocka architektura (121 kB)

Zrobiłem jeszcze kilka ostatnich zdjęć morza. Wiem, że jest to zatoka ale skrótowo będę używał słowa morze.

Czarno-białe morze (73 kB)

Bilet na pendolino

Musiałem przedostać się z Sopotu do Rzeszowa. Czekałem za wypłatą i przez to nie kupiłem bezpośredniego biletu na pendolino (IC Premium). Bardzo zależało mi na przejeniu trasą z Warszawy do Krakowa gdyż pociąg osiąga tam prędkość 200km/h.

Zacząłem polować. Okazuje się, że w momencie sprawdzania dostępności biletów bilety są wstępnie rezerwowane. Rezerwacja ta jest utrzymywana przez kilka minut. Dlatego udało mi się ostatecznie kupić bilet, chociaż nie było to ekonomicznie opłacalne. Wiedziałem jednak, że nie będzie lepszej okazji na przejazd tym pociągiem.

Sama jazda w pendolino mnie nie zaszokowała. W drugiej klasie ludzie zachowują się różnie. Byłem świadkiem kompletnego braku szacunku pewnych jednostek do czystości.

Wagon restauracyjny jest dość mały. Pociąg jest tak ekranowany, że z trudem złapałem zasięg GPS abym mógł sprawdzić aktualną prędkość.

Okolica Dąbrówki Malborskiej podobała mi się. Już kiedyś zauważyłem potencjał tej okolicy.

Piszę ten wpis w lutym 2019. W tym roku na majówkę chciałbym zwiedzić rowerem okolice Iławy. I Prabuty, które tego dnia widziałem są na liście do przejechania. Również w tereny na południowy-wschód warto by przejechać.

Rzeszów

Około 22-giej wysiadłem w Rzeszowie. Był ciepły piątkowy wieczór. Ludzie zachowywali się wyraźnie "piątkowo".

W Rzeszowie jest zagłębie kebabów. Ja miałem nocleg w pobliżu rynku. To nie była spokojna i cicha okolica.

Centrum Rzeszowa (115 kB)

Wyciągnąłem laptopa i zacząłem coś robić na nim. Zauważyłem, że coś jest nie tak. Jakby plastiki nie były odpowiednio spasowane. Postanowiłem odkręcić tylną klapę i z przerażeniem zauważyłem, że bateria jest wybrzuszona.

Rzeka Wisłok (91 kB)

Nie wiedziałem co robić. Odłączyłem baterię, wyjąłem ją z laptopa i używałem laptopa "z gniazdka". Zacząłem szukać dostępnych baterii. Mógłbym podjechać nawet do Krakowa po nową. Okazało się, że to nie jest takie proste.

Podwórko niedaleko ulicy Matejki (160 kB)

Miałem trudną decyzję do podjecia. Nie miałem urlopu i mój powrót z Bieszczad opierał się na pracy zdalnej. Jechałbym 4h autobusem i następnie 8h pociągiem. I tylko w pociągu powinien być prąd. Nie jest to pewne czy by był. Wiedząc, że nie mogę tak nawalić w pracy postanowiłem anulować wyjazd w Bieszczady.

Deptak w Rzeszowie (108 kB)

Noc była ciepła, musiałem mieć otwarte okno. Na zewnątrz życie nocne kwitło. Co chwilę słyszałem ludzi i samochody.

Opuszczenie Rzeszowa (128 kB)

Rano zjadłem dość średnie śniadanie i postanowiłem przed powrotem przejść się po centrum Rzeszowa. Abym chociaż z czymś wrócił.

Z jednej strony cieszyłem się, że zamówiłem baterie i że spokojnie wracam do domu. Wiedziałem, że tam "będzie prąd", że będę mógł pracować. Z drugiej strony ponownie nie miałem szczęścia do Bieszczad.


Powiązane wpisy

Wpis ukończono dnia 2019-02-03, czyli 151 dni później.