Tagi: Rowerem, Bikepacking, Strona główna, Najlepsze
Miejscowości: Pieniężno, Lelkowo, Górowo Iławeckie, Bartoszyce, Górowo Iławeckie, Bartoszyce
Województwa: warmińsko-mazurskie
Krainy: Wzniesienia Górowskie, Nizina Sępopolska
Najciekawsze miejsca
Mapa
Wstęp
Ta wycieczka nie była pewna. Prognoza pogody była średnio obiecująca a praca trochę komplikowała wyjazd. Na szczęście udało się zaplanować tak, że jedyne co zostało to odpowiednia pogoda.
To że lubię Warmię to wiedziałem od momentu gdy pierwszy raz tu przyjechałem. Tym razem chciałem pojechać trochę dalej, trochę bardziej dzikie, mniej zamieszkane tereny zobaczyć.
Chciałem zobaczyć tereny, które widziałem gdy samochodem zwiedzałem 4 lata wcześniej.
Ostatecznie podjęliśmy decyzję "jedziemy" gdyż prognoza deszczu nie była aż tak zła. Niestety ostatecznie musieliśmy walczyć z wiatrem bo nie było lepszego połączenia kolejowego aby można było jechać odwrotnie.
Szczegóły
Ruszyliśmy rano na stację Warszawa Wschodnia z której jechaliśmy do stacji Olsztyn Zachodni. Mieliśmy kilka minut na przesiadkę na szynobus jadący w stronę Dobrego Miasta. Musieliśmy sprowadzić rowery do tunelu między peronami i wnieść na peron obok. Czekaliśmy 1-2 minuty aż nasz pociąg przyjechał więc to było "na styk".
Byłem bardzo zainteresowany możliwością przejechania się pociągiem przez Dobre Miasto gdyż tutaj nocowałem 4 lata temu. Wtedy też podczas wyjazdu pogoda nie była idealna.
Zrobiłem bardzo dużo zdjęć z komórki jako notatkę dla siebie. Ostatecznie z żadnego z nich nie skorzystam. Teraz patrzę na mapę na trasę linii kolejowej.
Chyba pierwszym ładnym miejscem jest okolica Bukwałdu. W okolicy jest dużo szlaków pieszych i rowerowych, obniżenia terenu, rzeki i jeziora. Jest tutaj wszystko co ciekawe dla osoby, która lubi polską przyrodę. Będę chciał te tereny jeszcze kiedyś zobaczyć.
W pociągu spotkałem rodzinę na wycieczce rowerowej. 6-letnia córka już potrafiła przejechać 50km rowerem z rodzicami.
Dalej na północ za Dobrym Miastem tereny były trochę mniej ciekawe. Nadal pofalowane ale mniej rzek i jezior. Wszystko stało się nieznacznie nudniejsze (nadal ciekawe ale mniej) i mam wrażenie, że gdy wysiedliśmy w Pięniężnie to krajobraz był bardziej stonowany.
Już nie raz miałem uczucie, że mógłbym jednak inaczej zaplanować wycieczkę. Tylko że z Olsztyna do Dobrego Miasta nie jest bardzo daleko i można przejechać rowerem więc gdy jesteśmy w pociągu to lepiej podjechać nim dalej, pod granicę.
Pewnie gdybyśmy jechali jeszcze dalej na północ do Braniewa urozmaicony teren ustępował by klimatycznym, biednym wioskom, gdzie wszystko się zatrzymywało. Sieć szlaków rowerowych jest tam rzadka. Z drugiej strony drogi wojewódzkie są akceptowalne (a nie idealne) na rower. Nikt tutaj nie przyjeżdża rowerem. Nie ma drewnianych wiat gdzie można się schronić przed deszczem. A tego dnia to było bardzo przydatne.
My zaczynaliśmy dzisiejszą przygodę w miejscowości Pieniężno. Na początek odpaliliśmy drony. Trochę nie byłem przygotowany na to aby dron używać efektywnie ale skoro je zabraliśmy i woziliśmy, to trzeba coś z nimi zrobić.
Do tego kilka kilometrów na północ zaczynała się specjalna strefa. Wymagała ona kontaktowania się ze służbami - czego się obawialiśmy. Zabraliśmy drony na wycieczkę w obszarze przygranicznym. Trochę to było szalone.
Pierwszym celem było Lelkowo do którego można dojechać drogą wojewódzką. Obok jest ścieżka rowerowa Green Velo z której przypadkiem skorzystaliśmy. Nawigacja wykorzystała ją jako najlepszą dostępną opcję.
Po chwili jeszcze raz odpaliliśmy drona. Było to obok Wołowa.
Dojeżdżając do Krzekot zaczął padać deszcz. Na szczęście szybko znalazłem wiatę. Zaletą Green Velo jest stosunkowo dobra infrastruktura. Gdy zacznie padać deszcz jest się gdzie schować. W innych sytuacjach trzeba szukać przystanku autobusowego albo sklepu.
Patrzę teraz na mapę i widzę, że droga z Krzekot na północny-zachód jest jeszcze "ciekawsza". Piszę to w cudzysłowiu gdyż nic tam nie ma i to właśnie może być ciekawe. Za każdym razem gdy jechałem bliżej granicy odczuwałem to "nic". A aby dojechać tutaj to trzeba naprawdę solidnie zaplanować.
Chciałbym zaplanować kolejną, dłuższą wycieczkę kiedy będę mógł przejechać przez te nic nie znaczące wioski gdzie ludzie żyją zupełnie inaczej. Chciałbym zobaczyć jak te miejsca są zapomniane. A wiadomo, że one będą się wyludniać.
Chcąc nie chcąc do Gorówa Iławieckiego trasa była zaplanowana przez szlak Green Velo. Alternatywy sensownej nie było. W ogóle drogi zachód-wschód są trudno dostępne tutaj. Jak są to wojewódzkie, nudniejsze, a ciekawsze lokalne, spokojniejsze, bardziej wijące się... wiją się za mocno aby były użyteczne do tak zaplanowanych wycieczek. Ta droga Green Velo to była najlepsza opcja dla nas.
Spotkana starsza para rowerzystów na pytanie "gdzie są górki?" powiedziała, że w okolicy Górowa Iławieckiego będzie ich sporo. Nie wierzyłem im. Byłem tam wcześniej samochodem i nie tak zapamiętałem te tereny. Okazało się, że mieli oni racje - będą dzisiaj górki.
Krajobraz stawał się coraz bardziej pofalowany.
Bardzo podobała mi się wieś Kandyty w której jest mapa wsi na budynku w centrum. Tam też spotkaliśmy inną grupę rowerzystów. Gdybym miał dużo czasu to bym pojechał na północ i przejechał pętlą przez tutejsze wioski. Mam przeczucie, że i teren jest tam równie pofalowany, a same wioski muszą być klimatyczne - położone tak na końcu świata schowane w lesie.
Chwilę później wjechaliśmy na ścieżkę rowerową po usuniętej trasie kolejowej. Jechaliśmy ją już bezpośrednio do Górowa Iławieckiego.
Trasy rowerowe po starych liniach kolejowych są dla mnie czymś mieszanym. Z jednej strony są to łatwe, bez podjazdów, z drugiej są na ogół nudniejsze. Osobiście wolę przejechać przez wioski bo jest to dla mnie bardziej autentyczne przeżycie. Tutaj było inaczej. Z samej ścieżki rowerowej widziałem kilka ciekawych miejsc.
Pierwszym z nich to były mokradła obok drogi do Dzikowa Iławieckiego. Niepozorna droga w okolicy silnie pofalowanych pagórków aż zaprasza aby ją jechać. Tylko zawsze jest ten "plan", "cel" który trzeba zrealizować. Może następnym razem gdy tu będę pogoda i siły pozwolą aby nie mieć "celu" i jechać gdzie się chce.
W Górowie Iławieckim planowaliśmy mieć przerwę na obiad. Trochę szukaliśmy odpowiedniej restauracji bo ta miejscowość jest specyficzne: jedno miejsce było zamknięta, drugie prawie opustoszałe. Ostatecznie zjadłem w tej samej restauracji kiedy jeździłem tutaj samochodem w 2021 roku.
Gdy jedliśmy znowu spadł deszcz. Musieliśmy trochę dłużej odpocząć i przeczekać. Aleks był już zmęczony podjazdami.
Spotkana wcześniej starsza para rowerzystów tutaj również przyjechała. Postanowili oni nocować we wsi Żywkowo, która jest znana z dużej ilości bocianów. Sama wieś jest w odległości około 500m od Rosji. Rosja teraz jest zupełnie innym krajem dla mnie. Może zawsze była taka sama ale kiedyś czekała za odpowiednim momentem aby przypomnieć o swojej naturze.
My zdecydowaliśmy się jechać do Bartoszyc chociaż gdy ruszyliśmy Aleks zrozumiał, że jego siły są na wyczerpaniu. To była walka dla niego. Dla mnie to była walka aby jak najbardziej ułatwić i wybrać efektywną trasę. Mogliśmy jechać drogą wojewódzką 512 jednak to by była smutna opcja. Wysiłek, który poświęciliśmy aby się tutaj dostać, poszedł by na marne. Musiałem odpowiednio pokombinować.
Wolałem podjechać na północ wiedząc, że wioski powinny być tam bardziej klimatyczne ale zapłacimy za to długością i jakością drogi.
Odbiliśmy na wschód do wsi Woryny i dalej kombinowałem jak tu nie dojechać do drogi wojewódzkiej. Drogi między wioskami są tutaj dość rzadkie oraz o czasami słabej jakości.
Trudno mi dużo pisać o wsiach jakie mijaliśmy. Ja też byłem już zmęczony.
Wieś Łojdy jest stosunkowo blisko do Bartoszyc a jednocześnie jest pośrodku pól, daleko od czegokolwiek.
Wjechaliśmy do miasta. Było kilka miejsc, które chętnie bym fotografował ale nie mieliśmy na to siły. Celem był nocleg, jedzenie, umycie i odpoczywanie. Wieczorna eksploracja miasta niestety została mocno ograniczona.
Powiązane wpisy
Wpis ukończono dnia 2025-11-07, czyli 118 dni później.